Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej
w Wieliczce

Pożary traw ciąg dalszy. Czarny weekend w Powiecie Wielickim

W Węgrzcach Wielkich ogień z łąk zniszczył budynki, a w Golkowicach - szklarnie. Od piątku w wielickich gminach doszło do ponad 150 pożarów traw.Szczególnie dramatyczna była pod tym względem sobota, kiedy do takich zdarzeń strażacy wyjeżdżali aż 65 razy. Najgroźniej - nie tylko w skali powiatu wielickiego, ale całego regionu - było w Węgrzcach Wielkich. Na granicy tej miejscowości i Kokotowa płonęło 30 hektarów łąk. Ogień sięgnął zabudowań. Doszczętnie spłonęły dom, stodoła i dwie szopy.

Z naszych ustaleń wynika, że w starym, częściowo zrujnowanym domu pomieszkiwał młody mężczyzna. Był w tym budynku także podczas pożaru, ale nic mu się nie stało. Po tym zdarzeniu powiedział, że "idzie mieszkać do matki" - informuje kpt. Paweł Januś, dowódca Jednostki Ratowniczo - Gaśniczej Komendy Powiatowej PSP w Wieliczce. Akcja ratownicza w Węgrzcach Wielkich trwała kilka godzin. Pożar traw gasiło 20 zastępów z PSP i OSP, czyli w sumie 150 strażaków.

Ratownicy mieli pełne ręce roboty przy "wiosennych" pożarach już od początku tego miesiąca, kiedy zrobiło się cieplej. Wtedy jednak notowano dziennie od kilku do kilkunastu takich interwencji. Dramat zaczął się 16 marca. Wówczas trawy płonęły 30 razy, głównie w gminach Wieliczka i Niepołomice, m.in. w na obrzeżach miast oraz w Podstolicach, Sułkowie i Chorągwicy. Następnego dnia takie pożary miały miejsce już w całym powiecie wielickim. Bardzo groźnie było nie tylko w Węgrzcach Wielkich, ale i w Golkowicach, gdzie od płonących traw zajęły się cztery szklarnie; strażakom udało się częściowo je uratować.

Masakra... - tak ratownicy z Wieliczki określają minione trzy dni swej służby. - Zaczyna się około godziny 11, a kończy o północy - mówi ostatnich pożarach łąk i pól kpt. Paweł Januś.

W działaniach biorą udział strażacy z PSP oraz z jednostek OSP z całego powiatu. Na jedną akcję "do traw" musi wyjechać co najmniej jeden zastęp ratowniczy, a więc 6-12 strażaków. Pożarów traw jest tak dużo, że ratownicy obawiają się, że przez takie interwencje mogą nie zdążyć przyjść z pomocą osobom poszkodowanym podczas wypadków drogowych lub innych groźnych zdarzeń.

Weekendowych podpalaczy, podobnie jak sprawców innych tego typu pożarów z ostatnich dni, nie udało się złapać. Nie ma jednak wątpliwości, że w większości przypadków ogień pojawiał się za sprawą ludzi. Proceder, który powtarza się wiosną każdego roku zagrożony jest karą grzywny (od 150 zł do kilku tysięcy złotych) lub aresztu.Kwestie te regulują Ustawa o ochronie przyrody i Ustawa o lasach, a także Kodeks Karny.

Autor: Jolanta Białek



18-03-2012